Alzheimer, czy wiesz że ..

1

Gorzów Wlkp., październik 2018 r.

GORZOWSKIE STOWARZYSZENIE
WSPARCIA OPIEKUNÓW
I OSÓB Z CHOROBĄ ALZHEIMERA
I CHOROBAMI POKREWNYMI

Alicja Sikora, psycholog

Alzheimer – czy wiesz, że….

Nie jest moim zamiarem przedstawienie pełnej

i usystematyzowanej wiedzy na temat tej choroby czy innych chorób

przebiegajacych ze zmianami otępiennymi.

Chcę skupić się na dwu wątkach, które rzadko są brane pod uwagę.

Mam na myśli pierwsze objawy tej choroby – często niedostrzegane lub

bagatelizowane przez osobę chorą albo jej najbliższych.

Drugi problem to, jak choroba osoby bliskiej odbija się na

całej rodzinie, a głównie na osobie, która bezpośrednio opiekuje się

osobą chorą.

*********

Pierwsza faza tej choroby przebiega bezobjawowo – osoba chora

i jej bliscy nie zauważają, bądź nie traktują pierwszych
dyskretnych, objawów poważnie, jako groźne. 2

Mało kto z nas wie, że zmiany osobowościowe mogą wyprzedzać kłopoty

z pamięcią – zmienność nastrojów, szybsze irytowanie się, nieuzasadniona

lękliwość, męczliwość. Mimo tego człowiek normalnie funkcjonuje

zawodowo i w rodzinie. Tylko bliscy mówią, że „ zmienił mu/jej się

charakter”. Ten etap może trwać nawet 2 lata.

W następnej fazie zauważalne są łagodne zaburzenia poznawcze – z reguły

kłopoty z przypominaniem sobie słów, nazwisk, imion, drogi dojścia do

kuzynki, która niedawno zmieniła adres. Warto zauważyć, że w dużej

mierze wynika to z kłopotów z koncentracją.

Pojawiaja się zachowania nieadekwatne – np. niechęć do mycia się,

zmiany bielizny, przyrządzania sobie posiłków. Chory może nie

odpowiadać na pozdrowienia znajomych, chowanie grzebienia

w lodówce itp. Dziwaczne zachowania pojawiają się, gdy chory w trakcie

wykonywania jakiejś czynności zapomniał co chciałam

zrobić i jak to zrobić. Nieadekwatne reakcje emocjonalne pojawiają się,

gdy dołącza się dezorientacja i poczucie obcości, a to przekłada się na

wystąpienie lęków i wycofywanie się, oporowanie czy pełne złości

odmawianie.

W następnej fazie, gdy chory myli imiona bliskich czy nie poznaje
ich, gdy nie potrafi odnaleźć puszki z herbatą we własnej kuchni czy 3

drzwi do toalety – do wszystkich dociera, że to choroba.

*******

Na tych pierwszych etapach, nawet gdy ktoś bliski zauważy

i sugeruje wizytę u lekarza, często słyszy : „ nie rób z ojca wariata, nie rób

z matki psychicznej”.

Inną sprawą jest nasza osobista trudność w zauważeniu, że nasza

silna, mądra matka czy dynamiczny, zaradny tato zaczyna się gubić ,

przypala kolejny czajnik, gubi kolejne klucze czy zostawia mieszkanie

otwarte.

Mogą uruchamiać się w nas silne mechanizmy obronne

utrudniające zobaczenie niepokojacych objawów bez utraty szacunku do

rodzica.

Bronimy się też przed przyjęciem do wiadomości, że nastąpić musi

odwrócenie ról. Teraz to my musimy być silni, zaradni, podejmować za

rodzica ważne dezyzje, wyręczać go/ją, czy wręcz opiekować się non stop.

Czyli, że może się wywrócić do do góry nogami całe nasze życie.

Że musimy się całkowicie poświęcić osobie chorej, a nasze życie

„zawiesić na kołku”. To nieprawdziwa i bardzo dla nas szkodliwa

myśl.
********* 4

I tu przechodzę do drugiego problemu.

Takie stawianie sprawy – całowite poświęcenie się i podporządkowanie

swojego życia życiu osoby chorej – doprowadzi nas w szybkim tempie

do wyczerpania i wypalenia.

W efekcie wpadamy w depresję, zaczynamy chorować, pojawia się „ co ja

mam z tego życia … tak się staram, a nikt tego nie docenia. Nie

doceni, a tym bardziej nie jest wdzięczna osoba chora, która, później

nawet nie pamięta, że jesteśmy jej/jegosynem/córką.

Żeby choroba kogoś bliskiego całkowicie nie zdominowała, a czasem

zrujnowała nas i życia naszej rodziny, warto pamiętać :

* nie musimy być z tym sami. Nauczmy się prosić o pomoc,

delegować na innych członków rodziny obowiązki. A przyjdzie

taki etap, że konieczna będzie pomoc z zewnątrz – opiekunki,

pielęgniarki.

Nawet gdy rodzina jest niechętna, nie ustawajmy w naleganiu,

domogajmy się. Jeśli nie pomocy bezpośredniej to finansowej.

* wielokrotnie dzieje się tak, że nie jesteśmy w stanie pełnić 24 na 24

opieki nad osobą chorą. Z różnych powodów – rodzinnych (sami

wychowujemy małe i duże dzieci potrzebujące naszej pieczy), 5

zdrowotnych (mamy chory kręgosłup, jesteśmy po zawale).

Nie bójmy się szukać pomocy – zatrudnienia opiekunek czy

umieszczenie w zakładzie opiekuńczo-leczniczym.

* ważne jest, żeby jak najdłużej uratować „ kawałek naszej

normalności”: wychodzić z domu na spacer – nie tylko na zakupy,

do fryzjera, spotykać się z naszymi dziećmi, przyjaciółmi, wyjść do

kina czy do biblioteki. Dramatycznie jest, gdy choroba osoby

bliskiej uniemożliwia nam konieczne leczenie szpitalne, sanatoryjne

czy wychodzenie na rehabilitacje.

Ale i wyjście do kina czy na bridża, do przyjacół nie jest fanaberią

czy zaniedbywanie osoby chorej.

Nie rańmy tych osób „ matka/ojciec tam leży sam, a ty biegasz na

jakieś pogaduszki/ po fryzjerach/ po bibliotekach. Zachęcajmy

wręcz do dbania o siebie. Porwijmy na spacer – o ile osoba chora

może zostać sama. Jeśli nie, przyjdźmy z zupą czy ciastem, na

pogaduszki, by wysłuchać…

**********

Wieloletnie towarzyszenie i opiekowanie się taką osobą wymaga
bardzo rozważnego dysponowania własnymi zasobami energii i sił.
A przede wszystkim, umiejętnego doładowywania osobistego 6

akumulatora.Wypalenie grozi nam utratą sił, zdrowia, pogłębieniem

naszych – często też poważnych chorób. Nasze życie i zdrowie jest

tak samo ważne i cenne jak życie i pielęgnowanie osoby, za którą

jesteśmy odpowiedzialni.

**********

Opiekując się chorym na Alzheimera, często towarzyszy nam

poczucie bezradnoci, bezsilności. Uczestnicząc w grupie wsparcia,

dowiadujemy się, jak inni radzą sobie z takimi samymi problemami

w leczeniu, opiece czy porozumiewaniu się z osobą chorą.

To w dużym stopniu redukuje to poczucia bezsilności.

Dowiadujemy się, co jeszcze możemy zrobić, a czego nie warto lub co jest

niemożliwe, bo już zbyt późny etap choroby, kogo można zapytać a kogo

nie warto. To są, często, informacje, których nie udzieli nam lekarz,

pielęgniarka. To są doświadczenia osobiste osób, które już przeszły drogę,

którą my idziemy, już to praktycznie wypróbowały.

Pamietajmy też, że tą odpowiedzialnością dzielimy się z lekarzem,

pielęgniarką, rehabilitantem, opiekunką…

Nie musimy być z tym sami.

I, oczywiście, apeluję: mówcie Państwo swoim znajomym, sąsiadom
o tym, że takie stowarzyszenie istnieje, że jest to miejsce, gdzie można 7

spotkać się i ze specjalistami i z „ towarzyszami niedoli”. Można zapytać,

dowiedzieć się, opowiedzieć, wysłuchać a czasem popłakać.

Skomentuj